RADOŚĆ NOWEGO ŻYCIA REKOLEKCJE 06- 09.10.2011

Radość nowego życia – słuchając Jezusa rozwijamy przyjaźń z Bogiem
6-9 października 2011
Św. Teresa od Jezusa odsłania przed nami tajemnice przyjaźni.
Rekolekcje z warsztatami „O słuchaniu”. Grupy warsztatowe dla początkujących i dla tych, którzy już posiedli podstawowe umiejętności.

Mój sposób modlitwy – św. Teresa od Jezusa

„Starałam się, o ile mogłam, przedstawiać sobie obecnego we mnie Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Taki był mój sposób modlitwy. Rozważając jakiś szczegół Jego życia, wyobrażałam sobie, jakby się spełniał we wnętrzu mojej duszy” (św. Teresa od Jezusa, Księga życia 4,7).
Wskazanie św. Teresy jest proste: „przedstaw sobie”, ale rozumienie tego, o co chodzi Świętej przychodzi bez trudu tylko tym, którzy mają doświadczenie, o jakim ona pisze. Modlitwa jest tajemnicą spotkania. Teresa od Jezusa po długich poszukiwaniach znalazła swoją, osobistą drogę, swój sposób spotykania się z Jezusem, i chce nam o tym powiedzieć. Jeśli nie mam doświadczenia takiej modlitwy, będę potrzebował z trudem przedzierać się przez intelektualne definiowanie, odróżnianie, próbowanie w praktyce, czy to właśnie o to chodzi. Czy moje wyobrażenie o sposobie spotykania się z Jezusem jest tym sekretem, tą drogą, na którą chce nas św. Teresa wprowadzić? Więc zapraszam i tych z bogatym doświadczeniem, i tych, którzy potrzebują zmierzyć się intelektualnie z opisem tajemnicy.
„Nie umiejąc rozmyślać rozumem, trzymałam się takiego sposobu modlitwy: starałam się przedstawiać sobie Chrystusa w swojej duszy (…). Tak pozostawałam ze Zbawicielem, jak mogłam najdłużej, o ile pozwalały na to obce moje myśli i roztargnienia” (Ż 9,4).
Chcę zaznaczyć, że do celu może prowadzić wiele dróg, że „ten sposób” nie jest najlepszą drogą dla wszystkich, przecież bywają też inne ścieżki dochodzenia do tej samej tajemnicy. „Ten sposób” jest dobry dla tych, którzy pomimo wysiłków nie czerpią korzyści z „rozmyślania rozumem”. Droga na skróty, jak byśmy ją mogli nazwać, została odkryta przez Teresę po wieloletnich wysiłkach i wypróbowaniu innych ścieżek, które nie przynosiły zadowalającego efektu. Metoda modlitwy dyskursywnej była dla niej utrudzeniem.
Teresa pisze: „Następującą przestrogę niech wezmą pod uwagę ci, którzy dużo pracują rozumem, wyprowadzając z każdej rzeczy wiele dalszych wniosków i wiele nowych myśli, (…) radzę im, niechaj na tę pracę rozumu nie poświęcają wyłącznie całego czasu modlitwy. (…) Każda chwila, w której dadzą odpocząć rozumowi, zdaje im się czasem straconym; ja przeciwnie sądzę, że taka strata wielkim jest zyskiem” (Ż 13,11). Szukając uściśleń możemy wykluczyć mozolną pracę przedstawiania sobie obrazu Jezusa w myślach.
Przedstaw sobie Jezusa Chrystusa w swojej duszy! Jakiego rodzaju może być to wyobrażenie, skoro zaraz po takiej zachęcie czytamy:
„Taki był mój sposób modlitwy. Rozważając jakiś szczegół Jego życia, wyobrażałam sobie, jakby się spełniał we wnętrzu mojej duszy. (…) Daru rozmyślania rozumem Bóg mi nie użyczył ani przedstawiania sobie rzeczy duchowych za pomocą wyobraźni, którą mam tak ciężką, że nawet Człowieczeństwa Pana Jezusa, choć Go w myśli i w sercu miałam obecnego, wyobrazić sobie, jakkolwiek się starałam, nigdy nie potrafiłam. Chociaż przy tej niezdolności do rozmyślania rozumem, dusza, jeśli wytrwa, prędzej dochodzi do kontemplacji” (Ż 4,7).
Z tego by wynikało, że nie chodzi ani o czysto intelektualne budowanie konstrukcji w myślach, ani o zwykłą wyobraźnię. Za pomocą wyobraźni, pomimo wielkich starań, Święta nie potrafiła przedstawić sobie Tego, który był obecny „w myśli i w sercu”. Szukajmy zatem dalej: Co to za rodzaj obecności? Wiele możemy skorzystać z praktycznych wskazań, co czynić, gdy się z Nim spotykamy.
„Rozmawiajcie z Nim jak z Ojcem, jak z Bratem, jak z Panem, raz w ten, drugi raz w inny sposób, jak On sam was nauczy i poda wam, co w danym razie czynić i mówić macie, aby Mu się spodobać” (DD 28,3).
Taki sposób modlitwy „nazywa się modlitwą skupienia, dlatego że dusza skupia tu wszystkie władze swoje i wchodzi w siebie razem z Bogiem swoim i Boski Mistrz zaczyna ją nauczać” (DD 28,4).
Przedstaw sobie Jezusa Chrystusa w swoim wnętrzu, jak cię poucza. Ale jak, jeśli nie mogę sobie Go wyobrazić? W takim razie chodzi o coś innego niż wyobrażenie. Św. Teresa mówi o miłującej obecności. Przedstaw sobie znaczy uobecnij przez wiarę. Proste i tajemnicze zarazem. Oczywiste, jak oczywista jest miłość, gdy jest. Ten sposób modlitwy, tak bardzo zalecany przez św. Teresę, ogniskuje się wokół relacji z Jezusem, a wyobrażenie, przedstawianie sobie Boga obecnego „w myśli i w sercu” dotyczy doświadczenia wiary.
Ulubioną sceną z ewangelii, znała ją od dzieciństwa z obrazu, który był w jej rodzinnym domu, było spotkanie Jezusa z Samarytanką. Możemy usiąść przy studni, wsłuchać się w biblijny dialog i zaprosić Jezusa, by sprowokował mnie do rozmowy tak samo, jak tę kobietę. Nauczanie Jezusa nie jest suchym przekazywaniem doktryny, na pierwszym miejscu interesuje Go żywy kontakt z rozmówcą. Jezus jest mistrzem w przechodzeniu od spraw materialnych, do ich symbolicznego znaczenia; przez akceptację i miłość dzieli się życiem, które nie ma końca. Tymi formami kontaktu karmi się również modlitwa wewnętrzna.
Woda, którą Samarytanka nosiła z takim utrudzeniem, stała się pretekstem do objawienia prawdy o Wodzie Żywej. Zwykła rozmowa, dotycząca pragnienia i trudu, zakończyła się wyznaniem wiary przez Samarytan z pobliskiej miejscowości. Najpierw o Nim słyszeli: „Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam” (J 4,39), bo wiara rodzi się ze słyszenia (por. Rz 10,17), a umacnia się, wydoskonala przez doświadczenie. „I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata” (J 4,41-42).
Właśnie o taką, żywą wiarę chodzi. Przez wiarę mogę uobecniać działanie Jezusa w moim wnętrzu podczas modlitwy, przez wiarę Jezus może mieć wpływ na moje codzienne życie. Dlatego św. Teresa zachęca, aby dialog, rozmowa, modlitwa nie był czymś przypadkowym, ale świadomym, wielokrotnie powtarzanym spotkaniem z Tym, o którym wiem, że mnie kocha.
Możemy teoretycznie zgłębiać problem, zachwycać się przykładami, jak się modlić, ale nic nie zastąpi doświadczenia. Przeczytaj fragment ewangelii, w którym Jezus naucza o królestwie Bożym – Mk 10,13-16. Przedstaw sobie, że bierzesz w tym wydarzeniu udział. Idźmy za wskazaniami św. Teresy: zacznij rozmowę z Mistrzem, słuchaj Go i mów, On również dla ciebie ma słowo życia, objawi ci, jaka droga prowadzi do królestwa niebieskiego. On jest obecny w twoim wnętrzu, może dotknąć twych niepewności i uwolnić cię od nich, może być oburzony i zwrócić ci uwagę, On uczyni wszystko, aby umocnić więź przyjaźni. W tym dialogu nie są najważniejsze ani intelektualne zdolności analizy, ani bujna wyobraźnia, chodzi o to, aby coraz bardziej kochać.
„Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10,15). Jak to jest ze mną, Panie Jezu? Czy mam otwartą drogę do Twojego królestwa? Ty jesteś w mym sercu, ale czy ja znam drogę do Ciebie? Za chwilę bogaty młodzieniec będzie się pytał: Czego mi jeszcze brakuje? Na pewno wiele mi brakuje, ale w tym momencie wierzę, że nie patrzysz ani na umiejętności w modlitwie, ani na dobre uczynki – dzieci nie umieją zarabiać i kupować. Może raczej brakuje mi ciepła, akceptacji, bliskości. „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je” (Mk 10;14,16). Są jeszcze uczniowie, którzy nie rozumieją, jaka droga wiedzie do Bożego królestwa i zabraniają dzieciom kontaktu ze Zbawicielem. Jezu, to Cię oburza, mnie też, przecież tak bardzo potrzebuję Twojej bliskości.
Ta sama scena może odgrywać się w różnych warstwach mojej osoby. Wewnętrzne Dziecko będzie prosiło o przytulenie, błogosławieństwo, dotyk. Ale mogę w swojej strukturze wewnętrznej usłyszeć głosy sprzeciwu: ależ, to niedojrzałość, w modlitwie trzeba być porządnym, konkretnym, to nie jest miejsce na takie czułości. Rozumiem, że te zarzuty nie są właściwe, ale wewnętrzny głos może być uparty i musi się spotkać z oburzeniem Jezusa, abym ja mógł pozostać w uzdrawiających objęciach Zbawiciela.
Taka, czy inna forma dialogów z Jezusem, według mnie, jest drugorzędna – przecież nie chodzi ani o konstrukcje myślowe, ani o wytwór wyobraźni. Ważna jest wiara w działanie Zbawiciela, wytrwałość wielokrotnego powtarzania takich i temu podobnych modlitewnych rozmów, trwanie w miłującej, uzdrawiającej Obecności. Pośród różnych form modlitwy jest to również mój sposób – uczę się tego od św. Teresy, a bardziej precyzyjnie – Duch Święty przez nią mnie uczy.
Głos Karmelu, 2010, 6 (36), s. 32-34.
o. Bogumił od Eucharystii