Ubóstwo cichej modlitwy – Wilfried Stinissen OCD

Zażyłość z Bogiem budzi potrzebę milczenia. On jest tak wielki, że staję oniemiały.

Jednak pośrodku tego milczenia odsłania się również moja nędza. Dopóki potrafiłem z Bogiem rozmawiać, wyrażać moją miłość i chwalić Go słowami, czyniłem coś sensownego. Moje słowa były konkretnym znakiem, że zależy mi na Nim. Kiedy jednak moja modlitwa zaczęła milknąć – a dzieje się tak zawsze, ilekroć się ona pogłębia – to łatwo mogę odnosić wrażenie, że już nic nie robię, jestem leniwy i powinienem wziąć się w garść. Homo faber (człowiek pracujący) we mnie chce pracować i nie może zrozumieć, że trwanie w milczeniu może być właściwą modlitwą.

Z początku, kiedy będziemy siedzieć tak milcząco w Bożej obecności, poczujemy dziwną pustkę. Może będziemy próbować wówczas wypełnić tę pustkę słowami, ale zauważymy, że nasze słowa nic nie mówią albo nie sięgają celu. Wyda nam się, jakby słowa były tylko zewnętrzną paplaniną, nie zaś prawdziwą modlitwą.

To bardzo ważne, aby wtedy nie poddawać się pewnemu wewnętrznemu niepokojowi, który skłania nas do tego, aby coś robić, coś, co ma dać nam poczucie, że jeśli nie będziemy aktywni, to nie ma mowy o modlitwie. Chcą wiedzieć, jak należy się zachować, zwróćmy się do św. Jana od Krzyża. Chyba nikt poza nim tak jasno nie wytłumaczył, jak powinniśmy się modlić.

Niech raczej pozwolą trwać duszy w spoczynku i ukojeniu, choćby się im wydawało, że nic nie czynią, tylko tracą czas i choćby się im zdawało, że to z powodu swej słabości nie mają chęci o czymkolwiek myśleć. Wiele już uczynią, jeśli trwać będą z cierpliwością w tej modlitwie, nie czyniąc nic ze swej strony. Jedyne, co im pozostało do zrobienia, to zostawić duszę wolną, swobodną, nie zajętą żadnymi wiadomościami czy myślami. Niech się nie troszczą, o czym mają myśleć i rozważać, lecz zadowalają się miłosną i spokojną pamięcią o Bogu. Niech pozostają bez starań i wysiłków, by odczuwać i kosztować Boga. Albowiem wszystkie te wysiłki niepokoją i rozpraszają duszę, wyprowadzając ją z tego spokojnego ukojenia i słodkiego odpocznienia kontemplacji, jaka się jej udziela.

Czujemy jak bardzo ta sprawa leży Janowi od Krzyża na sercu. Myślę, że znaczenie tego mistyka w historii duchowości polega przede wszystkim na tym, że po pierwsze ma on szczególną zdolność wprowadzania człowieka w modlitwę kontemplacyjną, a po drugie, udaje mu się wyjaśnić znaczenie nocy ciemnej w duchowym rozwoju człowieka.

Posłuchajmy jak nalega na właściwą postawę w modlitwie milczenia:

Choćby dusza czuła wiele skrupułów, że traci czas, że lepiej byłoby się czym innym zająć, gdyż wśród tej modlitwy nie może nic czynić ani myśleć, niech znosi siebie cierpliwie i trwa w spoczynku. Nie po to bowiem idzie się na modlitwę, aby w niej szukać własnego upodobania lub duchowej swobody (estarse a su placer). Wszelkie działanie wewnętrznymi władzami duszy byłoby sprzeciwianiem się i utratą tych dóbr, jakie Bóg chce wprowadzić w duszę i wyryć w niej za pośrednictwem tego pokoju i jej spęcznienia.

I teraz dochodzi do swej słynnej definicji kontemplacji: „Kontemplacja nie jest to co innego, jak tylko tajemne, spokojne i miłosne udzielanie się Boga. Jeśli się da jej miejsce, rozpali ona duszę w duchu miłości.”

Kontemplacja nie jest więc czymś, co człowiek czyni, ale co czyni Bóg, pod warunkiem, że człowiek Mu na to pozwala. Naszym zadaniem jest stworzyć w sobie przestrzeń, utwierdzić się w postawie otwartości, pokory, oddania. Jednak dar jest wyłącznie Boga. Udziela go kiedy chce i jak chce. Jeśli będziemy gotowi na jego przyjęcie, możemy ufać, że zostanie nam dany.

Wilfried Stinissen OCD, Panie, naucz nas modlić się. Ku modlitwie milczenia