Żyć chwilą obecną – Wilfrid Stinissen OCD

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus pisała do swojej siostry Celiny – miała wówczas szesnaście lat i była nowicjuszką w Karmelu w Lisieux: „Korzystajmy z tego jednego momentu cierpienia, patrzymy na każdą chwilę. Każda chwila to skarb… jeden akt miłości pozwoli nam lepiej poznać Jezusa, zbliży nas do Niego na wieczność całą.”

Ten tekst mówi nam wiele ciekawych rzeczy: „Korzystajmy z tego jednego momentu cierpienia, patrzmy na każdą chwilę. Chwila każda to skarb.” Choć w tej nagłębszej płaszczyźnie jesteśmy istotami wiecznymi, to jednak dzieje się tak, że nasze życie, na płaszczyźnie zewnętrznej, rozgrywa się w czasie. Maleńki kawałek życia w każdej chwili. Każda chwila ma ma swoje własne zadanie. Życie staje się o wiele prostsze, kiedy żyjemy chwilę. Natomiast kiedy usiłujemy objąć wiele chwil na raz, doświadczamy stresu.

W średniowiecznym dziele Obłok niewiedzy anonimowy autor pisze tak:

„Jest coś, co ukazuje nam wartość chwili obecnej: Bóg nigdy nie daje nam dwóch chwil na raz, daje je jedną po drugiej. Nie chce bowiem zakłócać porządku stworzenia. Przecież czas jest stworzony dla człowieka, a nie człowiek dla czasu. Dlatego Bóg, który nadał naturze jej prawa, stwarzając czas, nie chciał mieć przewagi nad naturalnymi poruszeniami człowieka. Tego typu poruszenia dawane są w kolejności. Z tego powodu człowiek nie będzie miał żadnego usprawiedliwienia w dzień sądu. Kiedy będzie zdawał sprawę z czasu, jaki został mu dany, nie będzie mógł powiedzieć: Dałeś mi dwie chwile na raz, choć mogłem wzbudzić tylko jeden akt woli na raz”.

Dewiza jest więc: krok po kroku, chwila po chwili. „Nie chcę wiedzieć, jeden krok mi wystarczy” (Newman).

„Jeden akt czystej miłości więcej znaczy niż wszystkie dzieła razem wzięte”. Mamy niezłomną pewność, że każda chwila, sensownie zagospodarowana, jest owocna i ma nieprzewidziane następstwa. Na płaszczyźnie wymagań i rezultatów wiele tracimy. Ktoś zaczyna studiować w Wyższej Szkole Pedagogicznej, ale po dwóch latach zmienia plany i idzie na medycynę: dwa stracone lata ! Jednak na głębszej, istotnej płaszczyźnie, nic nie musi być stracone. Każda chwila, wypełniona naszym „tak, Ojcze !” wywołuje echo, które nie ma końca. Przyjmijmy, że odprawiasz medytację. Nagle spostrzegasz, że w swoich myślach wszcząłeś dyskusję z własnym szefem. I reagujesz w ten sposób: „Jestem beznadziejny, nigdy nie będę w stanie dobrze odprawić medytacji”. Jednak nie, nawet wcale nie musisz tego robić. Nawet wielcy mistycy nie potrafili medytować bez żadnych rozproszeń. Jedyne czego tutaj potrzeba, to abyś, jak tylko zauważysz swoje rozproszenie, natychmiast powrócił do modlitwy. Stopniowo tak musi wzrastać czujność i uwaga, byś te momenty wychwycił, wypełnił je miłością i w ten sposób pozwolił, by stał się źródłem nowych, podobnych im chwil.

Wilfrid Stinissen OCD, Ani joga, ani zen. Chrześcijańska medytacja głębi